Deviant Moon Tarot. Talia, która nie mieści się w normie

Deviant Moon Tarot. Talia, która nie mieści się w normie

Talia Deviant Moon Tarot od lat przyciąga uwagę swoją niezwykłą estetyką i niepokojącą siłą wyrazu. Dla jednych jest zbyt mroczna, dla innych — magnetyzująca i fascynująca. Jej twórca, Patrick Valenza, wykorzystał klasyczną strukturę Tarota, ale stworzył wokół niej własny świat, pełen charakterystycznych postaci, niezwykłej architektury i symbolicznych detali.

 

Korzenie wyobraźni: dzieciństwo wśród cieni

 

Początki Deviant Moon sięgają znacznie dalej niż moment powstania gotowej talii. Patrick Valenza dorastał na Long Island w stanie Nowy Jork, a już jako dziecko interesował się Tarotem, starymi cmentarzami i niezwykłymi obrazami. Nagrobki, ornamenty i historie związane z dawnymi miejscami pobudzały jego wyobraźnię i z czasem zaczęły przenikać do własnych rysunków.

To właśnie te wczesne fascynacje później stały się jednym ze źródeł wizualnego języka Deviant Moon. Fragmenty starych nagrobków, architektura i powierzchnie sfotografowanych obiektów zostały wykorzystane przy tworzeniu kart, ale przetworzone tak mocno, że przestały pełnić funkcję zwykłych fotografii. Stały się częścią zupełnie nowego świata.

 

Od szkicownika do świata Deviant Moon

 

Valenza zetknął się z Tarotem już jako dziecko i bardzo szybko zaczął tworzyć własne wersje jego postaci. Rysował między innymi Głupca, Maga, Diabła czy Śmierć, rozwijając wokół nich własne historie i wyobrażenia. Do tych motywów wracał przez kolejne lata.

Pierwsze wersje kart były rysunkowe. Dopiero później, kiedy projekt zaczął przybierać bardziej rozbudowaną formę, Valenza połączył swoje ilustracje z fotografiami starych nagrobków, opuszczonych budynków i różnych fragmentów architektury. Zdjęcia nie trafiały jednak na karty w niezmienionej postaci. Były przekształcane, łączone z rysunkiem i wykorzystywane jako tekstury, elementy ubrań czy części otoczenia.

Dzięki temu Deviant Moon ma tak charakterystyczny wygląd. Nie jest ani klasycznie rysowaną talią, ani prostym kolażem fotograficznym. Każda karta powstawała z połączenia wielu elementów, które dopiero razem tworzyły spójną scenę.

Valenza wskazywał także na wpływ sztuki starożytnej Grecji na sposób przedstawiania postaci. Widać to w ich pozach, sylwetkach i charakterystycznym, niemal teatralnym sposobie ukazywania ruchu.

 

Talia, która przemawia obrazem

 

Deviant Moon nie należy do talii, które przedstawiają trudniejsze znaczenia kart w łagodnej, przyjemnej estetyce. Jej obrazy są wyraziste, momentami groteskowe, czasem zabawne, a czasem rzeczywiście niepokojące. Postacie mają zdeformowane ciała, księżycowe twarze i mocno zaznaczone gesty, przez co trudno przejść obok nich obojętnie.

Jednocześnie pod tą nietypową warstwą wizualną nadal znajduje się tradycyjna struktura Tarota. Są Wielkie i Małe Arkana, cztery kolory Małych Arkanów oraz motywy znane z bardziej klasycznych talii. Valenza nie odrzuca więc tradycji, ale przedstawia ją własnym językiem.

Dlatego podczas pracy z Deviant Moon uwagę zwracają nie tylko podstawowe znaczenia kart, lecz także same ilustracje. Ważne stają się gesty postaci, kierunek ich spojrzenia, architektura w tle, przedmioty i relacje pomiędzy bohaterami sceny. Czasem właśnie taki szczegół jako pierwszy prowadzi do interpretacji.

 

Odmienność jako część tej talii

 

Już sama nazwa Deviant Moon sugeruje coś odbiegającego od przyjętego wzorca. I rzeczywiście trudno znaleźć w tej talii próbę dopasowania się do klasycznego wyobrażenia o tym, jak Tarot powinien wyglądać.

Postacie nie są idealizowane ani szczególnie „ładne”. Ich proporcje bywają zaburzone, gesty przesadzone, a otoczenie często przypomina dziwne miasta, fabryki albo miejsca ze snu. Jednocześnie ta deformacja nie jest przypadkowa. Po obejrzeniu kilku kart szybko zaczynamy rozpoznawać charakterystyczny styl Valenzy i zasady świata, który stworzył.

Właśnie dlatego określenie Deviant Moon wyłącznie jako „mrocznej talii” jest trochę zbyt proste. Obok niepokoju znajduje się w niej również ironia, groteska i humor. Niektóre sceny są ciężkie, inne niemal absurdalne. Ta mieszanina sprawia, że karty nie dają się sprowadzić do jednego nastroju.

 

Talia budowana przez lata

 

Deviant Moon nie powstała jako szybki projekt przygotowany pod konkretne wydanie. Jej początki sięgają dziecięcych rysunków Valenzy, a poszczególne motywy rozwijały się przez wiele lat. Autor wracał do wcześniejszych szkiców, zmieniał postacie i stopniowo budował świat, który ostatecznie znalazł się na 78 kartach talii.

To częściowo tłumaczy jej spójność. Mimo ogromnej liczby szczegółów każda karta wygląda tak, jakby należała do tego samego miejsca. Powracają podobne twarze, formy architektoniczne, kolory, gesty i rodzaje przestrzeni.

Nie oznacza to jednak, że wszystkie karty opowiadają tę samą historię. Każda scena ma własną dynamikę i można ją odczytywać zarówno przez klasyczne znaczenie danego Arkanu, jak i przez to, co dzieje się bezpośrednio na ilustracji.

 

Tarot, którego trudno pomylić z innym

 

Deviant Moon nie jest talią dla każdego. Dla części osób jej estetyka będzie zbyt ciężka, dziwna albo po prostu nieprzyjemna. Innych właśnie ta odmienność przyciągnie najbardziej.

Trudno jednak odmówić jej charakteru. Patrick Valenza wykorzystał tradycyjną strukturę Tarota, ale wypełnił ją własnymi obrazami: fragmentami starych nagrobków, opuszczoną architekturą, księżycowymi postaciami, groteską i bardzo osobistym stylem rysunku.

Dzięki temu Deviant Moon nie jest po prostu kolejną interpretacją znanych kart. To rozpoznawalny świat, który ma własne zasady i własny język obrazów. Można tę estetykę polubić albo nie, ale trudno pomylić ją z jakąkolwiek inną talią.

 

Szczera rozmowa ze sobą: Droga do pierwszych zmian. Workbook → pobrać darmowy PDF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Dane podane w formularzu będą przetwarzane w celu obsługi i moderowania komentarzy. Szczegółowe informacje znajdziesz w Polityce prywatności.