Talia Deviant Moon Tarot od lat przyciąga uwagę swoją niezwykłą estetyką i niepokojącą siłą wyrazu. Dla jednych zbyt mroczna, dla innych — magnetyzująca i prawdziwa. Jej twórca, Patrick Valenza, nie stworzył jedynie kolejnej talii kart. Zbudował odrębny świat — pełen osobistych znaczeń, symboliki i historii, która daleko wykracza poza ramy klasycznego Tarota.
Korzenie wyobraźni: dzieciństwo wśród cieni
Pomysł na stworzenie Deviant Moon Tarot pojawił się znacznie wcześniej, niż powstały pierwsze rysunki. Patrick Valenza dorastał na Long Island w stanie Nowy Jork. Już jako dziecko fascynował się cmentarzami i historiami zapisanymi na nagrobkach. Spacery wśród starych pomników w świetle księżyca pobudzały jego wyobraźnię — wyobrażał sobie, kim byli ci ludzie, co czuli, jak żyli.
Ten świat ciszy, przemijania i metafizycznych refleksji z czasem stał się ważnym elementem jego pracy artystycznej. Fragmenty cmentarnych płyt, zdjęcia pomników i elementy symboliki funeralnej zaczęły pojawiać się w tle kart jako wizualne odzwierciedlenie emocji, pamięci i tego, co wewnętrzne.
Od szkicownika do świata snów
Valenza po raz pierwszy zobaczył karty Tarota jako dziecko. Ich obrazy zrobiły na nim tak silne wrażenie, że zaczął tworzyć własne postacie — inspirowane klasycznymi archetypami, ale przefiltrowane przez jego własny, wewnętrzny świat. Rysował Głupca, Maga, Diabła i Śmierć, opowiadał historie o ich losach, powracając do tych wyobrażeń przez kolejne lata.
Pierwsze wersje kart były w pełni rysunkowe — spontaniczne i intuicyjne. Dopiero po latach, gdy ponownie sięgnął po ten projekt jako dorosły, Valenza zaczął łączyć rysunki z fotografiami nagrobków, architektury i zabytkowych miejsc. Sięgał również po prywatne zdjęcia — nie jako portrety bliskich, lecz jako nośniki emocji, które chciał przekształcić w symbole bardziej uniwersalne.
To, co wyróżnia Deviant Moon Tarot, to technika kolażu: każda karta powstała poprzez nakładanie wielu warstw — graficznych, emocjonalnych i symbolicznych. Valenza pracował nad nimi przez wiele lat, bez narzuconego terminu, bez presji wydania. Jak sam mówi, ta talia powstawała jako osobisty projekt, nie jako produkt do sprzedaży.
Talia „dla tych, którzy nie chcą czytać książek”
Deviant Moon Tarot nie została stworzona jako talia do nauki klasycznego Tarota. Jak sam autor powiedział w jednym z wywiadów — to talia „dla tych, którzy nie chcą czytać książek” o Tarocie. Każda karta ma przemawiać obrazem, nie definicją. Emocją, nie teorią.
Dlatego obrazy są tak wyraziste, niepokojące, a momentami nawet groteskowe. Postacie są zdeformowane, stylizowane, przerysowane. Często wywołują niepokój lub zaskoczenie — i właśnie dzięki temu poruszają coś głębszego. W tej deformacji kryje się prawda o człowieku: niejednoznaczność, napięcie między tym, co społeczne, a tym, co ukryte.
To nie jest talia, która ma „dobrze wyglądać”. Jej zadaniem nie jest estetyczna przyjemność, lecz uczciwe pokazanie tego, co zwykle spychane na margines. W tym sensie jest bliższa pracy z cieniem niż klasycznemu „wróżeniu”.
Odmienność jako esencja przekazu
Samo słowo „deviant” oznacza odstępstwo od normy. W przypadku tej talii nie chodzi jednak o patologię, ale o wszystko to, co nie pasuje do oczekiwań. Talia Valenzy pokazuje świat z innej perspektywy: przez pryzmat doświadczenia, które nie mieści się w klasycznych ramach.
W psychologii dewiacja może mieć różne formy — od twórczej niezależności po bunt przeciwko narzuconym schematom. W tej talii dewiacja to po prostu inność. Nie jest ani oceniana, ani idealizowana. Jest pokazana jako część życia.
Postacie na kartach nie są „sympatyczne”. Ale też nie mają takie być. One mają być prawdziwe — z całym swoim ciężarem, sprzecznością i napięciem.
Gdy życie nie mieści się w normie
Przez pewien czas Valenza prowadził bardziej „zwyczajne” życie — z dala od sztuki i pracy twórczej. Jak wspomina, dopiero przypadkowe odnalezienie starych szkiców stało się impulsem, by powrócić do porzuconego projektu z dzieciństwa. Tak narodził się Deviant Moon Tarot — jako efekt dojrzewania, ale też wewnętrznego zwrotu ku temu, co naprawdę jest jego.
Talia nie była więc tylko twórczym przedsięwzięciem. Stała się formą powrotu do siebie — do tego, co prawdziwe i wewnętrznie spójne, nawet jeśli nie mieści się w społecznych szablonach.
Tarot jako opowieść o „ja”
Deviant Moon Tarot nie jest talią uniwersalną w klasycznym sensie. Nie spodoba się każdemu. Ale dzięki swojej konsekwencji, oryginalności i głębi może stać się wyjątkowym narzędziem dla tych, którzy chcą zobaczyć więcej — poza maskami, poza przypisanymi rolami, poza tym, co akceptowalne i wygodne.
Każda z 78 kart opowiada jakąś historię. Nie zawsze prostą. Nie zawsze spójną. Ale zawsze autentyczną.
Szczera rozmowa ze sobą: Droga do pierwszych zmian. Workbook → pobrać darmowy PDF

