Własna perspektywa, wspólna rzeczywistość. Dlaczego tak różnie odbieramy te same sytuacje

Własna perspektywa, wspólna rzeczywistość – dlaczego tak różnie odbieramy te same sytuacje

Na co dzień zakładamy, że widzimy świat takim, jaki jest. Coś się dzieje: ktoś coś mówi, ktoś milknie, ktoś wychodzi bez słowa, ktoś odpisuje po godzinie, a nie od razu. Traktujemy to jako oczywiste wydarzenia i mamy wrażenie, że reagujemy po prostu normalnie – tak jak każdy na naszym miejscu.

A jednak, kiedy dwie osoby opowiadają później tę samą sytuację, ich relacje potrafią być zupełnie inne. Jedna mówi, że czuła się zaatakowana, druga – że to była zwykła rozmowa. Ktoś wspomina dzieciństwo jako spokojne i stabilne, a jego rodzeństwo – jako pełne napięcia. Każde z nich mówi szczerze, każde jest przekonane, że opisuje „jak było naprawdę”.

To nie wynika z przesady, przewrażliwienia ani skłonności do dramatyzowania. To, co nazywamy „rzeczywistością”, w codziennym życiu zawsze łączy dwa poziomy: to, co wydarzyło się faktycznie (słowa, gesty, konkretne sytuacje), oraz to, jak nasz układ nerwowy i nasze dotychczasowe doświadczenia te wydarzenia odczytały. 

 

Jedna sytuacja, różne doświadczenia

 

To, że różne osoby przeżywają tę samą sytuację inaczej, nie jest przypadkiem. W każdej reakcji działa wiele warstw – często nieuświadomionych, ale głęboko zakorzenionych.

 

1. Historia osobista i zapis w ciele

 

Nasze wcześniejsze doświadczenia nie znikają, kiedy się kończą. Psychicznie – zostają zapisane jako wzorce: skojarzenia, schematy, oczekiwania wobec siebie i innych. Fizycznie – są obecne w układzie nerwowym jako automatyczne reakcje, które uruchamiają się w podobnych sytuacjach.

Na przykład: jeśli ktoś w dzieciństwie często musiał przewidywać nastroje opiekuna – bo raz był łagodny, a raz bez ostrzeżenia wybuchał gniewem – jego ciało nauczyło się pozostawać w ciągłej gotowości. Dziś może nie pamiętać konkretnych sytuacji, ale jego układ nerwowy będzie nadmiernie wrażliwy na drobne zmiany tonu głosu, spojrzenia czy pauzy w rozmowie. Wystarczy niewielki bodziec, by pojawiło się napięcie, przyspieszone bicie serca i uczucie zagrożenia, zanim jeszcze umysł zdąży to zinterpretować.

To właśnie oznacza, że nasza historia osobista jest obecna nie tylko we wspomnieniach, ale również w ciele. Nie chodzi tu o psychosomatykę w sensie chorób fizycznych, lecz o mechanizmy reagowania, które kiedyś pomagały przetrwać, a dziś uruchamiają się automatycznie – nawet jeśli sytuacja nie stanowi realnego zagrożenia.

 

2. Przejęte przekonania i opowieści

 

Oprócz osobistych przeżyć wpływają na nas także cudze opowieści – szczególnie te, które powtarzały się w dzieciństwie albo towarzyszyły nam przez dłuższy czas.

To mogą być zdania często słyszane w rodzinie:

„Nie przesadzaj, nic takiego się nie stało.”
„Musisz dawać przykład, jesteś najstarszy/a.”
„Nie bądź egoistą, pomyśl o innych.”
„Nie oczekuj za dużo – wtedy się nie rozczarujesz.”

Albo bardziej subtelne przekazy: ciągłe porównywanie z rodzeństwem, krytyczne komentarze o innych ludziach, wspólne oglądanie filmów i seriali, w których pewne schematy były uznawane za coś zupełnie normalnego.

Z biegiem czasu takie zdania przestają być rozpoznawane jako „czyjeś”. Stają się częścią wewnętrznego dialogu: powtarzamy je w myślach, patrzymy przez nie na zachowania innych, kierujemy się nimi w codziennych decyzjach. Nawet jeśli wiemy, że świat nie zawsze tak wygląda, w sytuacjach niepewności nasz umysł często sięga po to, co znane – czyli po to, co przez lata było tłem.

 

3. Sposób radzenia sobie z niepewnością

 

Nie wszyscy reagują na niepewność w ten sam sposób. Dla jednych brak jasnych informacji natychmiast uruchamia napięcie – pojawiają się czarne scenariusze, domysły, potrzeba szybkiego wyjaśnienia. Dla innych automatyczną reakcją jest uspokajanie siebie: „na pewno to nic takiego”, „nie ma co się przejmować”. Jeszcze inni zaczynają przeskakiwać od jednej wersji do drugiej – szukając jakiegokolwiek punktu oparcia, nawet chwilowego.

To również jest wzorzec, który powstaje wcześnie. Jeśli w dzieciństwie brakowało jasnych komunikatów, a napięcia narastały bez uprzedzenia, dziecko uczy się, że poczucie bezpieczeństwa można odzyskać tylko wtedy, gdy samodzielnie znajdzie się jakieś wyjaśnienie. W dorosłości ta potrzeba może działać nadal – nawet jeśli sytuacja obiektywnie nie wymaga alarmu.

Te trzy warstwy – zapis w ciele, przekonania i sposób reagowania na niepewność – współdziałają ze sobą. Czasem jedna z nich uruchamia się najmocniej, czasem wszystkie aktywują się jednocześnie. Dlatego ta sama sytuacja może być przeżyta zupełnie inaczej przez różne osoby. Nie dlatego, że ktoś przesadza – ale dlatego, że jego system interpretacji powstał w innych warunkach.

 

Przykład 1: spóźnienie i brak kontaktu

 

Partner w związku mówi, że wróci około 20:00. Jest 21:30 – nie ma telefonu, nie ma wiadomości.

  • Dla osoby, która w przeszłości często czuła się pomijana, taka sytuacja może uruchomić dobrze znane napięcie:
    „Znowu robi po swojemu. Moje potrzeby się nie liczą.”
    To nie tylko reakcja na spóźnienie, ale potwierdzenie znanego wzorca – bycia na drugim planie. Układ nerwowy reaguje rozdrażnieniem i napięciem, zanim jeszcze pojawi się analiza sytuacji.

  • Dla kogoś, kto doświadczył nagłych kryzysów – jak wypadki, hospitalizacje czy niespodziewane złe wiadomości – brak kontaktu może od razu wzbudzić lęk:
    „Na pewno coś się stało.”
    Ciało natychmiast reaguje, jakby zagrożenie było realne – mimo że nie ma jeszcze żadnych konkretnych informacji.

  • Ktoś po doświadczeniu zdrady albo wychowany w przekazach typu „bliska osoba i tak w końcu zawiedzie”, może natychmiast pomyśleć:
    „Pewnie jest z kimś innym. Coś przede mną ukrywa.”
    W takich momentach aktywują się zarówno konkretne wspomnienia, jak i przejęte przekonania – podpowiadając gotowe wyjaśnienie w chwili niepewności.

  • Inna osoba może reagować chaotycznie, przechodząc od jednej wersji do drugiej:
    „Może coś się stało… a może ma dość… a może nie chce wracać…”
    To mechanizm radzenia sobie z niepewnością przez kompulsywne tworzenie scenariuszy. Wcale nie przynosi ulgi, ale daje chwilowe poczucie, że „coś wiadomo”.

  • Jeszcze ktoś inny wzruszy ramionami:
    „Zdarza się.”
    W jego rodzinie spóźnienia były czymś codziennym, nikt się z nich nie tłumaczył, a związane z nimi emocje były pomijane. Taki wzorzec może sprawić, że dana osoba nawet nie zauważy, że to, co się dzieje, mogłoby być dla niej trudne lub niekomfortowe.

Ta sama sytuacja – opóźnienie i cisza – może uruchomić zupełnie inne reakcje. Ale żadna z nich nie bierze się wyłącznie z „tu i teraz”. To, co się dzieje, dotyka wcześniejszych doświadczeń, znaczeń i emocji – i zanim jeszcze dowiemy się, dlaczego druga osoba się spóźniła, układ nerwowy zdąży już nadać temu swoją interpretację.

 

Przykład 2: uwaga w pracy

 

Przełożony mówi: „Prezentacja była trochę chaotyczna. Trzeba nad tym jeszcze popracować.”

  • Dla osoby, która w przeszłości wielokrotnie doświadczała zawstydzania lub ostrej krytyki, taka uwaga może brzmieć jak:
    „Jestem beznadziejny/a. Zaraz mnie zwolni.”
    Nie chodzi o samą treść komunikatu, lecz o to, co uruchamia on wewnętrznie – dawny wstyd, lęk, przekonanie, że każda uwaga to zagrożenie dla relacji lub pozycji.

  • Dla kogoś, kto ma doświadczenie w pracy, gdzie informacje zwrotne przekazywano w sposób rzeczowy i spokojny, może to być po prostu:
    „Teraz wiem, co trzeba poprawić.”
    Taka osoba potrafi odróżnić komentarz do zadania od komentarza do siebie jako osoby. Nie pojawia się reakcja obronna ani silne napięcie.

  • Dla osoby, która od dawna nosi w sobie przekonanie „tak naprawdę mnie tu nie chcą”, taka uwaga może być odbierana jako sygnał odrzucenia:
    „Czepia się. Na pewno chce mnie się pozbyć.”
    Wzorzec niepewności, zakorzeniony we wcześniejszych doświadczeniach, może sprawić, że neutralny komentarz zostanie zinterpretowany nie jako rzeczowa ocena, lecz jako atak osobisty.

Z zewnątrz mamy jedno zdanie – rzeczową uwagę. Ale dla każdej osoby może ono znaczyć coś innego, bo trafia w różne wewnętrzne wrażliwości i schematy. Reakcja zależy nie od tego, co zostało powiedziane, ale od tego, w jaki sposób dana osoba odczytuje intencję, znaczenie i potencjalne zagrożenie, które z tym wiąże.

 

W obu przykładach widać jedno: nie reagujemy wyłącznie na to, co się wydarzyło. Reagujemy na wcześniejsze doświadczenia, skojarzenia i sposób, w jaki nasz układ nerwowy nauczył się interpretować podobne sytuacje. Dla jednej osoby coś może być neutralne, dla drugiej trudne, a dla trzeciej – zagrażające. Nie dlatego, że któraś z nich „ma rację”, ale dlatego, że każda z nich patrzy z innego miejsca.

 

Własna perspektywa, wspólna rzeczywistość – dlaczego tak różnie odbieramy te same sytuacje

 

Co dzieje się w relacjach, gdy widzimy świat inaczej

 

Różnice w postrzeganiu tej samej sytuacji nie muszą prowadzić do konfliktu. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zakładamy, że inni reagują tak samo jak my, a jeśli ich reakcja wygląda inaczej, to znaczy, że przesadzają, nie rozumieją kontekstu albo ignorują to, co dla nas jest ważne.

Bez świadomości tych różnic bardzo łatwo wchodzimy w schemat ocen i przypisywania intencji. Nasz własny sposób widzenia wydaje się wtedy oczywisty i „normalny”, a cudzy – zbyt emocjonalny, przesadny albo nieadekwatny.

Z czasem w relacjach tworzą się jednostronne role:

  • jedna osoba staje się „tą, która reaguje za mocno”, druga – „tą, która pozostaje zdystansowana”;

  • jedna czuje się niezrozumiana, druga – przytłoczona nadmiarem emocji.

Zamiast rozmawiać o tym, co każda ze stron tak naprawdę przeżywa, coraz bardziej skupiamy się na tym, kto „ma rację”. A im dłużej to trwa, tym trudniej wrócić do słuchania siebie nawzajem.

 

Przykład: „To tylko spóźnienie” vs „Dla mnie to ważne”

 

Jedna osoba mówi partnerowi: „Kiedy się spóźniasz i nie dajesz znać, czuję, że nie jestem ważna.”

Druga odpowiada: „Przesadzasz, piętnaście minut to żadna tragedia.”

Z zewnątrz wygląda to jak drobna różnica zdań. Ale w środku spotykają się dwie zupełnie różne perspektywy.

Dla pierwszej osoby brak kontaktu to nie tylko kwestia czasu. To uruchomienie znanego doświadczenia: „Można mnie zostawić bez słowa. Moje potrzeby są drugorzędne.” To nie reakcja „na spóźnienie”, tylko na to, co ono znaczy w jej wewnętrznym świecie.

Dla drugiej osoby spóźnienie nie ma takiego ładunku. Być może w jej doświadczeniu czas był czymś elastycznym, a nikt w bliskim otoczeniu nie przywiązywał wagi do takich szczegółów. A może emocje były raczej tłumione niż zauważane – dlatego dziś nie widzi powodu, by je uwzględniać.

Jeśli rozmowa kończy się stwierdzeniem: „Ty przesadzasz” – napięcie narasta. Jeśli natomiast zostanie nazwane, co dana osoba naprawdę przeżywa – może pojawić się porozumienie. Ale to wymaga gotowości, by zobaczyć, że nie chodzi o winę ani o „obiektywną miarę”, tylko o różne punkty odniesienia, z których patrzymy na sytuację.

 

Przykład: „Mieliśmy spokojne dzieciństwo” vs „Było dużo napięcia”

 

Podobnie dzieje się w relacjach między rodzeństwem. Jedna osoba mówi: „W domu było spokojnie. Rodzice dbali, jak umieli.”

Druga odpowiada: „Ja pamiętam napiętą atmosferę i ciągłe dostosowywanie się do tego, co wolno, a czego nie.”

Zamiast zainteresowania, skąd te różnice się biorą, często pojawia się zarzut: „Co ty wymyślasz?” albo „Znowu dramatyzujesz.”

Tymczasem każda z tych osób mogła dorastać w innych warunkach emocjonalnych – nawet jeśli środowisko zewnętrzne było wspólne. Inna relacja z rodzicami, inna pozycja w rodzinie, inny poziom wrażliwości.

Wspomnienia nie są konkurencyjnymi wersjami prawdy. Są zapisem tego, jak ten sam świat został przeżyty od wewnątrz.

 

Przykład: Granice w pracy

 

Pracownik mówi: „Nie dam rady wziąć kolejnego projektu w tym tygodniu.”

Kierownik odpowiada: „Inni nie robią problemu. Tylko ty zawsze masz jakieś ‚ale’.”

Z jednej strony – komunikat o granicy. Z drugiej – interpretacja tej granicy jako brak zaangażowania.

Kierownik może mieć w sobie przekonanie, że profesjonalizm polega na gotowości do poświęceń. Być może w jego historii emocje i zmęczenie były lekceważone, a wartość miała przede wszystkim skuteczność. Pracownik z kolei może nosić w sobie doświadczenie chronicznego przeciążenia – i już samo „kolejne zadanie” staje się sygnałem: „Nie mogę odpocząć. Moje granice nic nie znaczą.”

Fakty – liczba zadań, godziny pracy – schodzą na dalszy plan. Na pierwszy plan wychodzą emocje, przekonania i mechanizmy obronne. Jeśli żadna ze stron tego nie zauważa, szybko pojawia się wzajemna niechęć. A wystarczy czasem dostrzec jedno: każde z nas patrzy z innej perspektywy.

 

Te przykłady pokazują, że w relacjach nie chodzi tylko o to, co zostało powiedziane lub zrobione. Chodzi o to, z jakiego miejsca to odebraliśmy i z jakiego miejsca druga osoba mówiła. Dopóki próbujemy udowodnić, kto ma rację, rozmowa się nie klei. Dopiero kiedy próbujemy zobaczyć, co każde z nas przeżywa – pojawia się szansa na porozumienie.

To nie znaczy, że musimy zgadzać się ze wszystkim ani że wszystko można wyjaśnić różnicą perspektyw. Ale jeśli nie widzimy tych różnic w ogóle – szybko wpadamy w ocenianie, unieważnianie i obronę. A z tego trudno zbudować zaufanie.

 

Własna perspektywa, wspólna rzeczywistość – dlaczego tak różnie odbieramy te same sytuacje

 

Perspektywa to nie to samo co fakty

 

Świadomość, że ludzie różnie przeżywają te same sytuacje, nie oznacza, że znika granica między tym, co się wydarzyło, a tym, jak to odczytujemy. W relacjach ważne są oba poziomy.

Z jednej strony są fakty – konkretne, możliwe do opisania zachowania. Na przykład:

  • ktoś przy rodzinnym stole komentuje czyjś wygląd albo wagę;

  • ktoś w trakcie kłótni podnosi głos, używa obraźliwych określeń;

  • ktoś po raz kolejny odwołuje spotkanie w ostatniej chwili, choć wcześniej obiecywał, że tym razem „na pewno się uda”.

To są konkretne zachowania. Można różnie je tłumaczyć, ale sam fakt, że słowa padły albo że spotkanie zostało odwołane, pozostaje niezmienny.

Z drugiej strony jest przeżycie – to, co dzieje się wewnątrz osoby, która tego doświadcza. Ta sama uwaga przy rodzinnym stole może u jednej osoby wywołać wstyd i chęć zapadnięcia się pod ziemię, u innej – lekkie zakłopotanie, u jeszcze innej – automatyczny uśmiech i wyparcie („oni zawsze tak mówią”). Reakcja zależy od tego, jak wcześniej traktowano jej granice, jak w jej domu mówiło się o wyglądzie, o ciele, o „żartach”.

 

Problem zaczyna się wtedy, gdy jedna osoba mówi o swoim doświadczeniu, a druga sprowadza je do „wymysłu”. Na przykład ktoś mówi:
Kiedy przy innych komentujesz mój wygląd, jest mi wstyd i czuję się ośmieszona”,
a w odpowiedzi słyszy:
Przesadzasz, przecież tylko żartuję, za bardzo to bierzesz do siebie”.
W takiej sytuacji nie mamy do czynienia z neutralnym pokazaniem innej perspektywy, ale z podważeniem jej przeżycia.

W skrajnym nasileniu, gdy taki wzorzec powtarza się latami, mówi się o gaslightingu – systematycznym wmawianiu drugiej osobie, że jej odczucia są „wymyślone” albo „przesadzone”, mimo że krzywdzące zachowania faktycznie mają miejsce.

 

Dojrzałe podejście do różnych perspektyw zakłada dwie rzeczy jednocześnie:
  1. Uznanie subiektywności przeżyć.
    Dwie osoby naprawdę mogą różnie reagować na ten sam komentarz, ton głosu czy gest. Jedna czuje silny lęk, druga lekki dyskomfort, trzecia prawie nic. Każda z tych reakcji jest psychicznie realna i zasługuje na uwagę.
  2. Jasność co do faktów i granic.
    To, że ktoś „nie robi z czegoś problemu”, nie oznacza automatycznie, że zachowanie jest w porządku. To, że ktoś sam reaguje na takie sytuacje spokojniej, nie zwalnia z odpowiedzialności za to, jak mówi, żartuje, komentuje czy działa. Można przyjąć, że osoba nie miała złej intencji – i jednocześnie uznać, że pewne formy mówienia czy zachowania przekraczają czyjeś granice.

Przykład może wyglądać tak:
Kiedy przy znajomych mówisz półżartem, że ‘ja to się do takich rzeczy nie nadaję’, jest mi wstyd i mam potem poczucie, że stawiasz mnie w złym świetle. Wolałabym, żeby takie komentarze nie pojawiały się przy innych”.

Faktem jest to, że takie stwierdzenie padło w obecności innych osób. Perspektywą jest to, że dla tej osoby nie jest to „niewinny żart”, tylko sytuacja, w której czuje wstyd i ma poczucie, że jest stawiana w gorszym świetle. Można rozmawiać o tym, skąd bierze się tak silna reakcja – z jakich wcześniejszych doświadczeń – ale nie zmienia to jednego: takie słowa naprawdę ją ranią.

 

Oddzielanie faktów od perspektywy nie służy temu, żeby zdecydować, „kto ma rację”. W tym wszystkim ważne są dwie rzeczy:
– z jednej strony nie sprowadzać czyjegoś bólu do „wymysłów” tylko dlatego, że ktoś inny zareagowałby inaczej;
– z drugiej – nie zakładać, że sama intensywność uczuć automatycznie decyduje o wszystkim.

Świadomość, że zawsze patrzymy przez własny filtr, pomaga brać odpowiedzialność za to, jak widzimy sytuację. Jasne nazwanie faktów przypomina o czymś równie ważnym: o szacunku, bezpieczeństwie i granicach, które nie powinny zależeć wyłącznie od tego, kto jak tę sytuację opisze.

 

Szacunek dla drugiej osoby bez rezygnowania z siebie

 

Szacunek dla perspektywy drugiej osoby nie polega na tym, że przestajemy mieć własną. Chodzi raczej o możliwość zobaczenia czyjegoś wewnętrznego świata bez porzucania swojego.

 

Zrozumieć — nie znaczy się zgodzić

 

Dość często mylimy próbę zrozumienia drugiej osoby z przekonaniem, że skoro ją rozumiemy, to powinniśmy się na wszystko godzić:
Jak zacznę rozumieć, skąd to się w nim bierze, to już nie będę miała prawa do złości”.
Jak zobaczę jej perspektywę, to już nie będę miał prawa do swoich granic”.

Tymczasem można powiedzieć:
Rozumiem, z jakiego miejsca to robisz” i jednocześnie „Nie chcę, żebyś w ten sposób się do mnie odzywał/odzywała”.

Zrozumienie mówi: „widzę, skąd to może pochodzić”.
Granica mówi: „to mi nie służy i nie chcę w tym uczestniczyć”.

Przykład:
Wiem, że w twoim domu krzyk był normalny i że tak nauczyłeś się reagować w napięciu. Dla mnie jednak krzyk jest nie do przyjęcia i bardzo mi zależy, żebyśmy szukali innego sposobu rozmowy”.

W takim zdaniu widać i miejsce na doświadczenie drugiej osoby, i troskę o własne granice.

 

Przyjąć, że ktoś ma inaczej – bez odbierania sobie prawa do uczuć

 

Szacunek dla cudzej perspektywy nie oznacza, że zaczynamy podważać własne emocje:

„Może faktycznie przesadzam…”
„Może jestem za wrażliwy/a, skoro inni tak nie reagują…”

Można uznać, że druga osoba naprawdę przeżywa to inaczej – i jednocześnie nie odbierać sobie prawa do własnych uczuć.

Przykład:
Partner mówi:
Nie rozumiem, czemu tak na to reagujesz, ja bym się tym w ogóle nie przejmował”.
Można odpowiedzieć:
Rozumiem, że dla ciebie to nie jest aż taka sprawa. Dla mnie jednak jest ważna. Tak to przeżywam i chciałabym, żeby to też było wzięte pod uwagę”.

To nie jest próba przekonania drugiej osoby, że „powinna” czuć to samo. To jest przypomnienie, że w relacji obecne są dwa światy – i oba mają znaczenie.

 

Różne światy, wspólne decyzje

 

Kiedy już widzimy, że tę samą sytuację odbieramy inaczej, kolejnym krokiem nie jest szukanie „wygranej” strony, ale decyzja, co każde z nas może z tym dalej zrobić. Sama różnica perspektyw niczego jeszcze nie rozwiązuje – dopiero na jej tle pojawiają się konkretne wybory.


Czasem można zostać w relacji, akceptując różne odczucia, pod warunkiem że ustalimy pewne zasady na przyszłość.

Na przykład: 

dla jednej osoby podniesiony głos to po prostu „mocniejsza rozmowa”, dla drugiej – coś, co wywołuje napięcie i chęć wycofania się. Nie muszą mieć takiego samego zdania na temat krzyku, mogą jednak umówić się, że w ich relacji nie używa się podniesionego tonu, a jeśli pojawi się złość, mówią o niej wprost albo robią krótką przerwę w rozmowie. Różnica w przeżywaniu zostaje, ale pojawia się konkretne ustalenie, które ma chronić obie strony.


W innych sytuacjach różnica potrzeb jest na tyle wyraźna, że sposób kontaktu trzeba dostosować.

Na przykład:

jedna osoba lubi być w stałym kontakcie, często pisze, dzwoni; druga po pracy potrzebuje więcej spokoju i czasu dla siebie. W rozmowie może paść:
Wiem, że ważny jest dla ciebie częsty kontakt. Ja po pracy naprawdę potrzebuję oddechu. Umówmy się, że czasem odpowiem później – nie dlatego, że mi nie zależy, ale dlatego, że muszę najpierw trochę odpocząć”.
Tu również nikt nie „wygrywa”. Każde dopasowuje swój sposób bycia, tak żeby relacja nie odbywała się kosztem jednej ze stron.

 

Zdarza się też, że mimo rozmów każda ze stron zostaje przy swojej wersji wydarzeń. Jedna osoba nadal uważa, że „nic się nie stało”, druga – że to dla niej było znaczące. Wtedy ważne staje się już nie przekonywanie siebie nawzajem, ale przyjęcie, że widzimy to inaczej – i podjęcie decyzji, jak chcemy o siebie zadbać w tej sytuacji.
Może to oznaczać: krótsze spotkania, rzadszy kontakt, wybieranie neutralnego miejsca, omijanie tematów, które zawsze kończą się napięciem. A czasem – jeśli mimo wielu prób nasze granice wciąż są pomijane – także decyzję o wycofaniu się z tej relacji.

 

W tle takich wyborów jest to samo założenie: można szanować cudzą perspektywę i jednocześnie pozostać po swojej stronie. Chodzi nie o znalezienie jednej wersji „jak jest naprawdę”, ale o to, by było w relacji miejsce i na „tak ty to widzisz”, i na „tak ja to przeżywam” – a potem, z tej świadomości, podejmować decyzje, które są dla nas możliwe i wystarczająco bezpieczne.

 

Własna perspektywa, wspólna rzeczywistość – dlaczego tak różnie odbieramy te same sytuacje

 

Co pomaga, gdy nasze światy się zderzają

 

Uświadomienie sobie, że każdy z nas widzi świat trochę inaczej, nie sprawi, że konflikty znikną. Może jednak zmienić sposób, w jaki przez nie przechodzimy. Zamiast od razu szukać winnego albo udowadniać, „kto ma rację”, można krok po kroku zobaczyć, co się dzieje po obu stronach.

 

1. Zatrzymanie się najpierw przy sobie

Pierwszy odruch często idzie na zewnątrz: „on tak powiedział”, „ona tak zareagowała”. Warto choć na chwilę zatrzymać uwagę na sobie i zadać proste pytania:

  • Co dokładnie teraz czuję? Złość, lęk, wstyd, bezradność, rozczarowanie?

  • Co było dla mnie najtrudniejsze w tej sytuacji: słowa, ton, brak reakcji, spóźnienie, milczenie?

  • Co to we mnie dotyka – potrzebę wysłuchania, poczucie bezpieczeństwa?

Taki moment zatrzymania nie ma służyć analizowaniu siebie „bez końca”, ale temu, by zobaczyć, że za naszą reakcją stoi coś więcej niż tylko to jedno zdanie czy gest. Już samo to często zmniejsza napięcie i pozwala mówić o sobie, zamiast od razu atakować.

 

2. Zobaczenie, z jakiego miejsca reagujemy

Kolejny krok to zauważenie własnego tła. Można zapytać siebie:

  • Z czym kojarzy mi się ta sytuacja?

  • Czy przypomina mi coś z poprzednich relacji, z domu, z pracy?

  • Czy moje emocje są adekwatne do tego, co wydarzyło się teraz, czy może są w nich też dawne doświadczenia?

Nie chodzi o to, żeby siebie unieważniać („przesadzam, bo pewnie to z dzieciństwa”), tylko żeby rozdzielić: co należy do tej konkretnej sytuacji, a co jest odruchem dobrze znanym z przeszłości. Dzięki temu łatwiej później powiedzieć drugiej osobie: „To, co się wydarzyło, bardzo mnie dotknęło, także dlatego, że przypomina mi wcześniejsze sytuacje”.

 

3. Zainteresowanie się perspektywą drugiej strony

Różne światy wewnętrzne spotykają się dopiero wtedy, gdy naprawdę chcemy usłyszeć, jak druga osoba to widzi – nawet jeśli jej perspektywa jest dla nas trudna.

Zamiast zakładać z góry, że „na pewno miała złe intencje” albo „po prostu nie przesadza tak jak ja”, można powiedzieć wprost:

  • „Jak ty to widzisz?”

  • „Co było dla ciebie najważniejsze w tej sytuacji?”

  • „Co chciałeś/chciałaś osiągnąć tym, co powiedziałeś/powiedziałaś?”

Nie zawsze usłyszymy odpowiedź, która nas uspokoi. Ale już samo to, że druga osoba ma prawo do swojej wersji przeżycia, zmienia jakość rozmowy. Wprowadza ton: „chcę zrozumieć”, a nie: „szukam potwierdzenia, że mam rację”.

 

4. Język faktów i doświadczeń zamiast osądów

W praktyce w relacjach bardzo pomaga prosty porządek w tym, jak mówimy:

  • najpierw to, co się wydarzyło (konkrety),

  • potem to, jak to na nas działa,

  • bez dopisywania drugiej osobie intencji.

Na przykład zamiast:
Masz mnie gdzieś, zawsze robisz, co chcesz
można powiedzieć:
Umawialiśmy się na 18:00, przyszedłeś po 19:00 i nie dałeś znać. W takich sytuacjach czuję się nieważna i pojawia się we mnie myśl, że nie liczę się dla ciebie”.

Zamiast:
Jesteś agresywny i toksyczny
bardziej klarownie będzie:
Kiedy mówisz do mnie ‘nic nie rozumiesz’ przy innych osobach, napinam się i jest mi wstyd. Nie chcę, żeby tak wyglądały nasze rozmowy”.

Taki sposób mówienia nie idealizuje sytuacji ani jej nie łagodzi. Po prostu pozwala drugiej osobie zobaczyć, co konkretnie jest dla nas trudne i jak to przeżywamy, zamiast słyszeć ogólną ocenę swojej osoby.

 

5. Świadome decyzje o granicach

Są sytuacje, w których różnica perspektyw jest tak duża, a gotowość do uwzględniania siebie nawzajem tak mała, że sama rozmowa nie wystarcza. Wtedy kolejnym krokiem jest decyzja o granicach.

Może to oznaczać:

  • ograniczenie kontaktu (rzadsze spotkania, krótsze rozmowy);

  • unikanie pewnych tematów, jeśli każda próba ich poruszenia kończy się unieważnianiem czyichś przeżyć;

  • albo – w skrajnych przypadkach – wyjście z relacji, w której nasze granice są konsekwentnie przekraczane.

Perspektywa „każdy ma swoją wersję rzeczywistości” nie powinna być argumentem przeciw stawianiu granic. Nawet jeśli druga osoba szczerze widzi to inaczej, mamy prawo powiedzieć: „Tak to przeżywam, tak na mnie działają twoje zachowania – i z tego miejsca decyduję, czego dla siebie chcę, a czego nie”.

 

Kiedy nasze światy się zderzają, nie da się całkowicie uniknąć napięcia. Można jednak wybrać inną drogę: zamiast walczyć o to, „kto ma rację”, zobaczyć własną reakcję, dać przestrzeń perspektywie drugiej osoby i dopiero potem zdecydować, jak ma wyglądać dalszy ciąg tej relacji.

 

Podsumowanie

 

Na poziomie faktów żyjemy w tej samej rzeczywistości: wydarzenia mają miejsce, słowa padają, decyzje są podejmowane. Na poziomie przeżycia każdy z nas porusza się jednak po własnej mapie – zbudowanej z doświadczeń, przekonań, historii, które kiedyś stały się dla nas punktem odniesienia. Im lepiej widzimy tę mapę u siebie i im uważniej słuchamy, z jakiego miejsca patrzą inni, tym mniej energii tracimy na udowadnianie, „kto ma rację”, a tym więcej mamy przestrzeni na realny kontakt. Nie po to, by zawsze się zgadzać, ale by podejmować decyzje bardziej świadomie – w zgodzie ze sobą i z szacunkiem dla tego, że ktoś obok może widzieć ten sam świat zupełnie inaczej.

 

Szczera rozmowa ze sobą: Droga do pierwszych zmian. Workbook pobrać darmowy PDF