Uczciwość wobec siebie – rzecz, od której wszystko się zaczyna

Uczciwość wobec siebie – rzecz, od której wszystko się zaczyna

Dla wielu osób rozwój oznacza szukanie rozwiązań: jak coś poprawić, jak odzyskać energię, jak podjąć decyzję. Czasem to konkretna potrzeba, czasem niejasne poczucie, że coś w życiu nie działa tak, jak powinno. Wtedy sięgamy po książki, kursy, rozmowy, metody. Ale zanim ruszymy w jakimkolwiek kierunku, warto zatrzymać się i sprawdzić coś bardzo podstawowego — czy to, co próbujemy zmieniać, w ogóle jest nasze.

Uczciwość wobec siebie nie jest „kolejnym krokiem” ani techniką zwiększania samoświadomości. To punkt wyjścia. Bez niej łatwo wejść w nie swoje cele, cudze oczekiwania i strategie, które bardziej oddalają od siebie niż przybliżają. Można mieć dobre intencje, być pracowitym i zmotywowanym, a mimo to ciągle nie czuć sensu. Bo nawet najlepsze rozwiązanie nie pomoże, jeśli nie odpowiada na naszą realną sytuację.

 

Co to znaczy być uczciwym wobec siebie

 

Powrót do kontaktu ze sobą nie zależy od charakteru ani od siły woli. To raczej wewnętrzna gotowość, by zauważać to, co w nas się dzieje — również wtedy, gdy nie pasuje to do naszego obrazu siebie, do cudzych oczekiwań czy do tego, co chcielibyśmy czuć lub myśleć.

W psychologii mówi się o integralności — stanie, w którym to, co myślimy, czujemy, mówimy i robimy, pozostaje w zgodzie. Ale ta definicja, choć trafna, nie oddaje całej istoty rzeczy. Bo w życiu ta spójność rzadko przypomina prostą i wyraźną linię. Często to coś, co trzeba stopniowo odnajdywać, a nie tylko „mieć”.

Uczciwość wobec siebie zaczyna się tam, gdzie kończą się wyobrażenia o tym, jak powinno być, a zaczyna się kontakt z tym, jak jest naprawdę. W zwykłych sytuacjach, które nie mają nic wspólnego z wielkimi decyzjami.

Na przykład:

  • Siedzisz przy stole z rodziną, słyszysz komentarz, który Cię dotyka, ale się uśmiechasz, choć w środku wszystko się napina. I dopiero po chwili zauważasz, że coś zostało przemilczane, choć było ważne.

  • Wracasz do pracy po weekendzie i przez cały poranek czujesz niechęć, choć „obiektywnie” lubisz to, co robisz. Ale nie dajesz sobie prawa, by to sprawdzić. Mówisz sobie: „to tylko zmęczenie”, „każdy tak ma”.

  • Ktoś zaprasza Cię na spotkanie. Czujesz, że nie chcesz iść — nie z powodu tej osoby, a dlatego, że potrzebujesz być sam/a. Ale tłumaczysz sobie, że nie wypada odmówić. I zgadzasz się, choć ceną jest rozdrażnienie i wyczerpanie.

W każdej z tych sytuacji pojawia się chwila, w której można zignorować siebie albo siebie posłuchać. To właśnie wtedy decyduje się, czy jesteśmy uczciwi wobec siebie, czy wobec jakiegoś wzorca, który nosimy w głowie.

 

Skąd się bierze trudność z uczciwością wobec siebie

 

To nie jest brak odwagi, brak świadomości czy lenistwo. Najczęściej to właśnie ludzie bardzo odpowiedzialni, wrażliwi i refleksyjni mają największą trudność z uczciwością wobec siebie. Bo wcześniej nauczyli się bardzo skutecznie to w sobie wyciszać.

Zamiast mówić, co naprawdę czują — zastępują to tym, co wypada powiedzieć. Zamiast zadawać sobie pytania — skupiają się na działaniu. Zamiast sprawdzać, czego naprawdę chcą — dostosowują się do tego, czego oczekuje otoczenie.

Trudność z uczciwością nie bierze się z braku dobrej woli. Często to efekt mechanizmów, które kiedyś pozwalały przetrwać — a dziś, choć nadal aktywne, nie przynoszą już tego, co kiedyś.

 

1. Ochrona

 

Jednym z tych mechanizmów jest unikanie kontaktu z emocjami. Czasem tak długo w jakiejś sferze życia coś nie działa — relacja, praca, sposób życia — że łatwiej jest tego nie czuć, niż się z tym zmierzyć. Psychika to potrafi. Umie odsunąć, zracjonalizować, zbagatelizować. Na jakiś czas to działa.

Na przykład:

  • Ktoś wraca codziennie do domu z poczuciem ciężaru. Niby wszystko jest w porządku — obowiązki, praca, codzienność — ale w powietrzu wisi napięcie. Tłumaczy to sobie: „W każdej rodzinie są trudności”, „Trzeba być cierpliwym”. I nie dopuszcza do siebie myśli, że może potrzeba rozmowy, zmiany, ruchu.

  • Ktoś przez lata wykonuje zawód, który już nie daje poczucia sensu. Czuje obojętność, znużenie, czasem irytację. Ale nie pozwala sobie tego nazwać, bo się boi, co by to oznaczało. Więc mówi: „To normalne, nikt nie lubi swojej pracy na 100%”. I działa dalej.

Te mechanizmy nie są błędem. Powstały po to, by chronić. Tylko że z czasem nie chronią już przed bólem, ale przed prawdą.

 

2. Wzorce z dzieciństwa

 

W wielu domach dzieci uczą się, że ważniejsze od tego, co czują, jest to, czy zachowują się „odpowiednio”. Że emocje, które sprawiają trudność dorosłym, są niemile widziane. Że potrzeby, jeśli są niewygodne, trzeba wycofać. Takie dziecko bardzo szybko uczy się nie pokazywać siebie naprawdę, bo to może wywołać złość, zawód, odrzucenie.

Z wiekiem te strategie stają się automatyczne. Dorosły człowiek nie myśli: „zatajam emocje, żeby być zaakceptowanym” — on po prostu nie jest w kontakcie z tym, co czuje. Nawet nie wie, że można inaczej.

Na przykład:

  • Kobieta, która od najmłodszych lat słyszała: „Nie płacz, bo znowu będą problemy” lub „Przestań się złościć, nie przesadzaj”, jako dorosła osoba bardzo rzadko mówi, co ją boli. Unika sytuacji konfrontacyjnych, tłumaczy trudności innych ludzi, bierze odpowiedzialność za to, by „było miło”. Emocje w niej są, ale z czasem nauczyła się, że ich wyrażanie nie przynosi niczego dobrego.

  • Mężczyzna, który od dziecka był wychowywany w duchu „chłopaki nie płaczą”, w dorosłości potrafi doskonale zarządzać kryzysem, pomagać innym, utrzymywać pozory opanowania, ale nie umie nazwać, że sam potrzebuje wsparcia. Wewnętrzne napięcie rośnie, jednak trudno mu to z kimkolwiek podzielić. Nie dlatego, że nie chce — po prostu przez lata nie nauczył się, jak to robić.

To nie są wyjątki. To doświadczenia wielu ludzi — z różnych środowisk, zawodów, historii. Łączy je jedno: przyzwyczajenie do tego, by dopasowywać się do sytuacji zamiast słuchać siebie.

 

W uczciwości wobec siebie nie chodzi więc tylko o to, by „mówić prawdę”. Chodzi o coś znacznie trudniejszego — zauważyć, co sprawiło, że przez długi czas tej prawdy nie dało się zobaczyć. Nie po to, by się obwiniać, ale by zrozumieć, że teraz możemy podejść do tego inaczej. Że dziś mamy wybór, którego wcześniej po prostu nie było.

 

Uczciwość wobec siebie – rzecz, od której wszystko się zaczyna

 

Jak rozpoznać, że oddalasz się od siebie

 

Oddalenie od siebie nie następuje z dnia na dzień. To proces powolny, często niezauważalny, rozłożony na miesiące albo lata. Składa się z drobnych codziennych wyborów — z pozoru nieistotnych, ale w dłuższej perspektywie prowadzących do utraty kontaktu z tym, co naprawdę czujemy, czego potrzebujemy i kim jesteśmy.

Z zewnątrz wszystko może wyglądać w porządku. Można wykonywać swoje obowiązki, wspierać innych, rozmawiać, brać udział w codziennym życiu — a jednocześnie mieć poczucie, że coś w tym jest odległe, jakby przygaszone. Że gdzieś po drodze coś ucichło. Albo wręcz zniknęło.

Ten stan nie ma jednej definicji. Ale są pewne sygnały, które powtarzają się dość często, i warto się przy nich zatrzymać.

 

1. Trudność z podejmowaniem decyzji

Kiedy trudno rozpoznać, czego się chce, każda decyzja staje się ciężarem. Nawet drobna — jak to, jak spędzić wieczór czy z kim się spotkać. Często wtedy człowiek czeka, aż coś się samo ułoży. Albo wybiera to, co wydaje się bezpieczne, znane, akceptowane przez innych. Jednak  za tymi decyzjami nie idzie poczucie zaangażowania, tylko pustka.

Przykład: Osoba dostaje propozycję spędzenia weekendu z bliskimi znajomymi. Zamiast poczuć radość albo niechęć — nie czuje nic. Mówi „tak”, bo tak wypada. Ale w środku zostaje obojętność i napięcie, które potem tłumaczy zmęczeniem lub brakiem snu. Nie dlatego, że naprawdę nie chce, ale dlatego, że nie ma już kontaktu z tym, co czuje.

 

2. Niewyjaśnione zmęczenie i brak odpoczynku

Ciało bardzo szybko pokazuje, że coś nie działa, zanim zrobi to psychika. I często pierwszym sygnałem oddalenia od siebie jest zmęczenie, które nie mija. Nie fizyczne wyczerpanie po intensywnym dniu, ale takie, które nie ustępuje po weekendzie, po urlopie, po dłuższym śnie.

To zmęczenie nie wynika z braku energii, tylko z braku sensu. Z tego, że człowiek przez cały czas robi coś, co nie jest w zgodzie z nim — i nawet jeśli to nie są rzeczy obiektywnie złe, to wewnętrznie są „nie jego”.

Przykład: Kobieta wraca z urlopu i nie czuje żadnej różnicy. Na co dzień stara się zachować równowagę: zdrowe jedzenie, aktywność fizyczna, spotkania towarzyskie. A mimo to czuje narastającą irytację, której nie potrafi wyjaśnić. Mówi sobie: „Może potrzebuję jeszcze jednego dnia”, „Może trzeba więcej spać”. Ale prawda jest taka, że nie chodzi o zmęczenie ciała — tylko o brak poczucia, że jej życie naprawdę do niej należy.

 

3. Trudność z nazwaniem emocji

Oddalenie od siebie zaczyna się tam, gdzie przestajemy zauważać, co czujemy. Nie dlatego, że tych emocji nie ma. One są — ale trudno je uchwycić. Często zostaje tylko napięcie, drażliwość, uczucie, że „coś jest nie tak”. Ale bez słów, bez wyraźnego znaczenia. Jakby język nie nadążał za tym, co dzieje się w środku.

Przykład: Mężczyzna w rozmowie z partnerką reaguje złością, której sam nie rozumie. Po chwili żałuje tonu, ale nie potrafi powiedzieć, co go właściwie uruchomiło. Próbuje wrócić do spokoju, mówi: „Nie wiem, co się stało”, „Nie chciałem się tak zachować”. Ale wewnętrznie zostaje bezradność. I poczucie, że coś w nim się dzieje, ale nie ma do tego dostępu.

 

4. Napięcie w relacjach i brak jasnych granic

Gdy człowiek nie jest w kontakcie ze sobą, trudno mu stawiać granice. Często zgadza się na rzeczy, które go obciążają, nie mówiąc „nie”, bo nie ma nawet pewności, czy ma do tego prawo. A potem — zamiast poczucia bliskości — pojawia się niechęć, złość, unikanie.

Przykład: Ktoś regularnie pomaga bliskiej osobie w sprawach, które nie należą do jego obowiązków. Robi to z przyzwyczajenia, ale po każdej prośbie czuje niechęć, bo nikt nie zapytał, czy może, czy ma przestrzeń, czy to dla niego jest w porządku. I ta niechęć z czasem zamienia się w dystans — bez słów, bez rozmowy. Po prostu coś się oddala.

 

Oddalenie od siebie nie zawsze oznacza kryzys. Często wygląda spokojnie, cicho, zwyczajnie. Ale ma konsekwencje. W pewnym momencie człowiek przestaje wiedzieć, co jest jego, a co nie. Traci dostęp do radości. Traci wyczucie. Coraz trudniej mu rozpoznać, kiedy coś naprawdę ma sens, a kiedy tylko „tak trzeba”.

Uczciwość wobec siebie zaczyna się wtedy, gdy te sygnały potraktujemy poważnie — jako informację, że potrzebna jest zmiana.

 

Uczciwość wobec siebie – rzecz, od której wszystko się zaczyna

 

Uczciwość jako proces wychodzenia z automatyzmu

 

Powrót do siebie nie dokonuje się w jednej chwili. Rzadko wygląda to jak nagłe przebudzenie, po którym wszystko staje się jasne. Znacznie częściej jest to proces — powolny, niejednoznaczny, czasem niewygodny. Ale właśnie dlatego autentyczny.

Pierwszy etap: wewnętrzna dezorientacja

Jednym z pierwszych etapów jest stan wewnętrznego rozchwiania. Zaczynamy zauważać, że coś w naszym codziennym funkcjonowaniu przestaje mieć sens. Rzeczy, które kiedyś były oczywiste, przestają nas cieszyć. Reakcje, które wydawały się naturalne, zaczynają drażnić. Pojawia się napięcie, którego wcześniej nie było, chociaż z zewnątrz wszystko wygląda tak samo.

To moment dezorientacji. Stare już nie działa, a nowe jeszcze się nie pojawiło. Można to porównać do psychologicznego stanu przejściowego: braku jasnych punktów odniesienia, spadku integracji wewnętrznej, czyli zgodności między tym, co się czuje, myśli i robi. To stan niekomfortowy, ale naturalny. I potrzebny.

W takich chwilach łatwo pomylić brak pewności z porażką. Człowiek próbuje szybko wrócić do dawnego trybu — nie dlatego, że to dobre, ale dlatego, że znane. Uruchamiają się automatyczne mechanizmy: nawyki, wyuczone role, sposoby działania, które dają chwilowe poczucie bezpieczeństwa, ale niczego nie rozwiązują.

Przykład: Osoba, która zaczyna dostrzegać, że jej związek stracił sens, próbuje o tym rozmawiać. Ale po kilku dniach niepewności i napięcia wycofuje się. Wraca do rutyny, mówi sobie: „Nie było aż tak źle”. Z pozoru jest spokojniej, ale wewnętrznie zostaje uczucie pustki. To nie powrót do równowagi — to powrót do przyzwyczajenia.

 

Nie wszystko trzeba wiedzieć od razu

Ten etap można przejść inaczej — nie przez radykalne decyzje, ale przez drobne akty świadomości i zauważenia. Od tego, że pozwalamy sobie nie wiedzieć. Od tego, że przestajemy się usprawiedliwiać. Od tego, że zaczynamy widzieć rzeczy, których wcześniej nie chcieliśmy widzieć.

Czasem wystarczy jedno zdanie wypowiedziane na głos:
– „To już nie działa.”
– „Nie wiem, kim jestem poza tą rolą.”
– „Nie chcę tak żyć, ale jeszcze nie wiem, co dalej.”

To nie są słowa słabości. To punkt, który prowadzi do rzeczywistej zmiany kierunku, a nie tylko zachowania.

 

Radykalne decyzje

W tym procesie łatwo wpaść w skrajność: chęć natychmiastowego działania. Rzucić pracę, zakończyć relację, zacząć wszystko od nowa. Czasem to konieczne. Ale często potrzeba czegoś innego: cierpliwego kontaktu z tym, co właśnie się ujawnia.

Przykład: Mężczyzna, który od lat bierze na siebie zbyt wiele, nie musi od razu zmieniać całego życia. Może zacząć od jednego zdania: „Nie wyrabiam” i poprosić o pomoc. 


Uczciwość wobec siebie zakłada zgodę na to, że nie wszystko wiemy. Że coś się kończy, zanim zacznie się coś nowego. Że czujemy lęk, żal, opór. I że to wszystko ma swoje miejsce — zanim pojawi się klarowna odpowiedź.

To nie znaczy, że mamy trwać w bezruchu. Ale że możemy podejmować decyzje z miejsca większej świadomości, a nie tylko z potrzeby ucieczki przed napięciem.

Wychodzenie z automatyzmu nie polega na natychmiastowej zmianie zachowania. Chodzi raczej o to, żeby zacząć widzieć, co się dzieje i dlaczego. A potem, krok po kroku, decydować, czy nadal chcemy tak żyć.

 

Jak uczciwość wobec siebie zmienia nasze wybory

 

Kiedy człowiek zaczyna być uczciwy wobec siebie, nie zmienia się od razu całe życie. Zmienia się sposób, w jaki podejmuje decyzje. Zmienia się wewnętrzna motywacja: już nie robi czegoś, bo tak wypada, bo trzeba, bo ktoś oczekuje, lecz dlatego, że coś ma dla niego sens i jest zgodne z jego aktualnym stanem.

 

1. Mniej przymusu, więcej zgody

Kiedy przez długi czas żyje się w trybie dostosowania — do oczekiwań, do norm, do potrzeb innych — wiele decyzji podejmowanych jest z poziomu przymusu. To mogą być reakcje typu „żeby nie zawieść”, „żeby uniknąć konfliktu”, „żeby nie sprawiać problemu”. W takich sytuacjach działanie wypływa z napięcia, a nie z wewnętrznej zgody.

Uczciwość wobec siebie stopniowo wycofuje ten przymus. Nie oznacza to automatycznej zmiany zachowania, ale zmianę źródła decyzji.

Przykład: Osoba, która przez lata zgadzała się na nadgodziny w pracy, bo nie potrafiła odmówić, zaczyna zauważać, że to ją kosztuje zbyt wiele. Nadal czasem zostaje dłużej, ale tylko wtedy, gdy rzeczywiście czuje na to zgodę. Gdy jej brak — potrafi spokojnie powiedzieć: „Dziś nie mogę. Potrzebuję wyjść o czasie.” Nie musi się tłumaczyć ani przepraszać. Po prostu wie, że ta decyzja jest dla niej adekwatna i służy jej dobrostanowi.

 

2. Mniej tłumaczenia się ze swojego „nie”

Ludzie, którzy nie są w kontakcie ze sobą, bardzo często tłumaczą się z każdej decyzji — jakby potrzebowali usprawiedliwienia, że mają prawo do własnych granic, potrzeb i ograniczeń. Takie nadmiarowe tłumaczenie to często ślad wewnętrznego braku pewności: czy mogę odmówić, czy ktoś się nie obrazi, czy nie stracę relacji?

Tymczasem uczciwość wobec siebie pozwala opierać się na wewnętrznej jasności. Nie trzeba uzasadniać każdej decyzji. Wystarczy prosty komunikat: „To dla mnie nie jest możliwe”, „Nie czuję się na siłach”, „Nie odpowiada mi to w tym momencie”. Nie chodzi o niegrzeczność czy brak empatii, lecz o zdrową przejrzystość, która opiera się na szacunku zarówno do siebie, jak i do drugiej osoby.

 

3. W relacjach więcej jasności, w codzienności mniej wyczerpania

Jednym z najbardziej zauważalnych efektów uczciwości wobec siebie jest większa przejrzystość w relacjach. Nie trzeba już zgadywać, co wypada, co się spodoba, co ktoś chce usłyszeć. Mówimy to, co naprawdę myślimy — nie po to, by kogoś urazić, ale po to, by być obecnym i autentycznym.

Dzięki temu druga strona lepiej wie, na czym stoi. Nie musi się domyślać ani analizować niedopowiedzeń. Znika nadmiar napięcia, pojawia się prostota. Relacje stają się mniej wyczerpujące emocjonalnie, bo nie opierają się już na grze pozorów.

Możemy odpocząć bez poczucia winy. Możemy nie odpowiadać natychmiast. Możemy podejmować decyzje w swoim tempie, bez konieczności konsultowania ich z pięcioma osobami.

 

To nie znaczy, że zawsze będzie łatwo. Bycie uczciwym wobec siebie nie chroni przed trudnościami. Czasem wręcz prowadzi do decyzji, które są bolesne: zakończenie relacji, zmiana pracy, rezygnacja z czegoś, w co długo się inwestowało.

Ale nawet jeśli jest trudno — pojawia się coś, czego wcześniej brakowało: wewnętrzny porządek i spójność. Wiesz, dlaczego robisz to, co robisz. Wiesz, że nie zdradzasz siebie w imię „świętego spokoju”. A to sprawia, że nawet trudne wybory przestają być przytłaczające.

 

Uczciwość wobec siebie – rzecz, od której wszystko się zaczyna

 

Proste sposoby, by wrócić do siebie (praktyka codzienna)

 

Wystarczy kilka prostych kroków, które nie wymagają radykalnych decyzji ani dodatkowego czasu — tylko gotowości, by uczciwie spojrzeć na to, co czujesz, czego potrzebujesz i co już nie działa tak, jak kiedyś.

 

1. Krótkie zatrzymanie raz dziennie

Znajdź w ciągu dnia jedną krótką chwilę — niekoniecznie rano czy wieczorem, raczej wtedy, gdy pojawia się napięcie lub przeciążenie. Zatrzymaj się na minutę i zapytaj: Co teraz naprawdę czuję? Gdzie w ciele to czuję?
Zauważ to, bez potrzeby oceny czy zmieniania czegokolwiek.

To może być napięcie w klatce piersiowej, ściśnięcie w brzuchu, niepokój, znużenie. Cokolwiek się pojawi — pozwól temu zostać zauważonym. Sam akt uznania, że coś jest, już przywraca Cię do siebie.

 

2. Trzy sytuacje, w których mówisz „tak”, choć czujesz „nie”

W ciągu dnia lub tygodnia postaraj się zauważyć momenty, w których zgodziłeś/aś się na coś wbrew sobie.
Zapisz trzy konkretne sytuacje. Bez komentarza, bez oceny.

Na przykład:
„Zgodziłam się na rozmowę, choć byłam zmęczona.”
„Zostałem dłużej w pracy, choć wiedziałem, że mnie to wyczerpie.”
„Zgodziłam się pomóc, choć potrzebowałam czasu dla siebie.”

Z tych trzech wybierz jedną, w której następnym razem chcesz zareagować inaczej. Nie chodzi o perfekcję — tylko o jeden mały krok, który przywraca Ci wpływ.

 

3. Jedno spokojne „nie” bez tłumaczenia

Znajdź sytuację, w której powiesz „nie” — spokojnie, jasno, bez potrzeby wyjaśniania ani przekonywania.

To może być prosty komunikat:
„Nie czuję się na siłach.”
„Tym razem nie.”
„Dziś nie mogę się zaangażować.”

Nie musisz nic dodawać. To nie wyraz dystansu, lecz zaufania do własnych granic. Z czasem stanie się to łatwiejsze — ale nawet jedno takie „nie” wystarczy, by przypomnieć sobie, że masz prawo decydować o sobie.

 

4. Dziennik rzeczy, które już nie działają

Raz w tygodniu zatrzymaj się na chwilę i nazwij to, co przestało Ci służyć.
To mogą być drobne rzeczy: rytuał, który kiedyś wspierał, a dziś tylko męczy. Zwyczaj, który miał sens rok temu, ale teraz ogranicza. Forma kontaktu, która dawniej była naturalna, a dziś nie daje już satysfakcji.

Zapisz kilka z nich — bez potrzeby natychmiastowego działania. Samo nazwanie już porządkuje.

Jeśli czujesz przestrzeń, możesz dodać jedną małą zmianę:
„Zamiast codziennie przeglądać wiadomości wieczorem, spróbuję przez tydzień nie włączać telefonu po 21:00.”
„Zamiast zgadzać się na rozmowy, kiedy nie mam siły, nauczę się odkładać je na później.”

Małe kroki. Ale Twoje.

 

5. Obserwacja ciała po decyzjach

Po każdej decyzji — małej lub większej — zatrzymaj się na chwilę i zapytaj: Co czuję w ciele? Czy pojawia się więcej przestrzeni, czy więcej napięcia?

To bardzo proste ćwiczenie, ale z czasem może stać się ważnym źródłem informacji. Ciało często reaguje szybciej niż głowa — i to ono jako pierwsze daje znać, czy coś jest zgodne z Tobą.

 

Wszystkie te praktyki mają jedną wspólną cechę: nie wymagają walki ani rewolucji. Potrzebują tylko uważności i gotowości, by naprawdę siebie posłuchać. Codziennie, w małych rzeczach.

 

Gdy potrzebujesz wsparcia — to też jest uczciwość

 

Uczciwość wobec siebie często kojarzy się z samodzielnością. Z przekonaniem, że człowiek powinien „sam wiedzieć”, „sam decydować”, „sam sobie poradzić”. W rzeczywistości jednak uczciwość to nie tylko gotowość, by zobaczyć prawdę o sobie. To także umiejętność powiedzenia: „z tym już sam/a nie daję rady”.

Taka decyzja nie jest oznaką słabości ani braku dojrzałości. Przeciwnie — często właśnie ona wymaga największej odwagi. Bo oznacza uznanie, że nie wszystko da się rozwiązać przez analizę, kontrolę czy kolejne próby „ogarnięcia się”. Że czasem potrzebna jest obecność drugiego człowieka, by pomógł zobaczyć to, czego sami już nie dostrzegamy.

Taka pomoc nie polega na tym, że ktoś powie Ci, co masz robić. Nie daje gotowych odpowiedzi. Ale może stworzyć przestrzeń, w której można usłyszeć siebie wyraźniej. Bez presji, bez oceny, bez potrzeby bycia „w porządku”. Czasem wystarczy kilka rozmów, kilka spokojnych pytań i ktoś, kto potrafi być obok, kiedy trudno znaleźć drogę.

Sięganie po wsparcie nie oznacza, że przestajesz być za siebie odpowiedzialny/a. Oznacza, że potrafisz zobaczyć, kiedy Twoje własne sposoby już nie wystarczają. Że nie musisz być wszystkim dla wszystkich, jeśli to oznacza bycie nikim dla siebie.

To nie jest rezygnacja z uczciwości. To jej naturalna kontynuacja, tylko tym razem nie w samotności.

 

Na zakończenie: uczciwość jako kierunek, nie jako cel

 

Uczciwość wobec siebie nie jest stanem, który się osiąga raz na zawsze. Nie da się być wobec siebie uczciwym „już na stałe”. To nie punkt dojścia, tylko kierunek, do którego się wraca — czasem codziennie, czasem w trudnych momentach, czasem zupełnie niespodziewanie.

W życiu wiele się zmienia. Okoliczności, relacje, potrzeby, możliwości. Coś, co kiedyś było zgodne z nami, dziś już nie musi być aktualne. Coś, co dawniej nas chroniło, dziś może nas ograniczać. Dlatego uczciwość wobec siebie wymaga gotowości, by regularnie sprawdzać, czy to, jak żyję, jest jeszcze moje.

Nie chodzi o nieustanne analizowanie się. Ani o szukanie dziury w całym. Chodzi o to, żeby raz na jakiś czas — nie z presji, ale z uważności — zatrzymać się i zadać sobie kilka prostych pytań:

  • Czy to, co robię, naprawdę ma dla mnie sens?

  • Czy to, w co inwestuję czas i energię, mnie wzmacnia, czy osłabia?

  • Czy czuję, że jestem sobą — czy tylko pełnię jakąś funkcję?

Samo ich postawienie, nawet bez odpowiedzi, już przywraca kierunek. Bo uczciwość wobec siebie nie wymaga doskonałości. Wymaga uważności i gotowości, by w razie potrzeby wrócić do punktu wyjścia.

 

Szczera rozmowa ze sobą: Droga do pierwszych zmian. Workbook pobrać darmowy PDF