Są zdania, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo sensowne. Często trafiamy na nie w książkach o rozwoju osobistym, w podcastach, na warsztatach czy w mediach społecznościowych. Jedno z nich brzmi:
„Jeśli coś cię drażni u innych, to znaczy, że masz to w sobie.”
To zdanie stało się popularnym sposobem tłumaczenia silnych reakcji emocjonalnych. Zakłada, że jeśli coś nas porusza — to nie przez osobę czy sytuację, ale dlatego, że sami nie akceptujemy tego u siebie. Może rzeczywiście coś w tym jest. Może emocja pokazuje coś, czego nie chcemy widzieć. A może ujawnia coś stłumionego albo wypieranego. Takie spojrzenie potrafi być pomocne. Jednak nie zawsze.
Czasem takie podejście zaciemnia obraz i powoduje, że zaczynamy wątpić w swoje emocje. Próbujemy analizować wszystko, co czujemy, zamiast zaufać sobie. Szukamy winy w sobie, zamiast postawić granicę tam, gdzie jest naprawdę potrzebna. Bo prawda jest taka: nie każda emocja jest lustrem. Czasem to po prostu wyraźny sygnał, że ktoś lub coś narusza naszą przestrzeń. I wtedy warto raczej zareagować niż „przerabiać temat w sobie”.
Co więcej, automatyczne przypisywanie każdej emocji wewnętrznego źródła może działać obezwładniająco. Można mieć przekonanie, że „jeśli coś mnie rusza, to ja jestem problemem” — i w ten sposób unieważniać swoją reakcję, tłumić ją albo próbować naprawiać coś, co wcale nie wymaga naprawy. Takie podejście — choć wygląda jak „dojrzałość” — w rzeczywistości może prowadzić do przeciążenia emocjonalnego i rozmycia granic wewnętrznych. A to już nie rozwój, tylko dezorientacja.
Projekcja, czyli co? Skąd się bierze to zdanie?
Zdanie o tym, że wszystko, co nas drażni, „siedzi w nas”, opiera się na znanym w psychologii mechanizmie obronnym: projekcji. To pojęcie wprowadził Zygmunt Freud, a późniejsza psychologia wielokrotnie je rozwijała.
Projekcja polega na przypisywaniu innym tego, czego nie chcemy, nie potrafimy lub nie możemy dostrzec u siebie — np. złości, wstydu, potrzeby bliskości, chęci dominowania, ambicji, lęku, niepewności.
Ten mechanizm nie działa złośliwie. Ma nas chronić — przed wewnętrznym konfliktem, przed lękiem, przed odrzuceniem. Jeśli kiedyś nauczyliśmy się, że pewne uczucia czy zachowania są „nieakceptowalne”, to wypieramy je — i przestajemy je widzieć jako swoje. Ale one nie znikają. Zamiast tego zaczynają nas drażnić, gdy widzimy je u innych.
To działa szczególnie mocno wtedy, gdy jakaś cecha była w nas kiedyś zawstydzona, zakazana albo uznana za niewłaściwą. Zamiast ją przeżywać — wypieramy ją. I wtedy, gdy widzimy ją u kogoś innego, reagujemy silnie. Ta reakcja może przybrać formę niechęci, drażliwości, osądu, szyderstwa albo lęku. To często są intensywne emocje — czyli te, które trudno zignorować. Nie wiemy do końca, czemu nas to tak rusza, ale czujemy w sobie napięcie, niezgodę, ocenę.
Przykłady
- Osoba, która sama nie daje sobie prawa do odpoczynku, może bardzo źle znosić cudzy spokój. To nie tylko kwestia „lenistwa” drugiej osoby, ale często nieuświadomiona zazdrość — o wolność, czas, brak presji.
- Ktoś, kto nie wyraża własnej złości, może reagować napięciem, widząc, że inni wyrażają ją swobodnie — zwłaszcza jeśli przez całe życie był uczony, że „złość to agresja”.
- Osoba, która wstydzi się potrzeby uznania, może czuć niechęć do osób pewnych siebie i głośnych — nawet jeśli te osoby nikomu nie robią krzywdy.
W takim sensie emocja bywa lustrem — i rzeczywiście coś pokazuje. Ale projekcja to tylko jeden z mechanizmów. I choć jest ważna, nie wyjaśnia wszystkiego. W psychologii mówi się też o emocjach, które sygnalizują naruszenie granic — takich, które wcale nie informują o „naszym problemie”, tylko o realnym przekroczeniu, które zaszło na zewnątrz. Granice mogą być subtelne albo bardzo wyraźne: może chodzić o ton głosu, sposób rozmowy, brak uważności, nachalność, przemoc słowną, dominację — wszystko to, co organizm odbiera jako: „To nie dla mnie.” Takie emocje pojawiają się równie często — a czasem nawet częściej niż te, które wynikają z projekcji.
Emocje nie zawsze są lustrem
Złość, niepokój, irytacja czy frustracja to nie tylko odbicia naszych wewnętrznych procesów. To przede wszystkim żywe, ludzkie reakcje, które mają nas informować, że dzieje się coś, co nam nie służy. Emocje są częścią systemu, który reguluje naszą obecność w świecie. Dzięki nim czujemy, kiedy coś jest dla nas dobre, a kiedy nie. Kiedy coś wspiera nasz dobrostan, a kiedy go narusza.
Czasem emocje są proporcjonalne do sytuacji: złościmy się, bo ktoś był nieuprzejmy. Czasem pojawiają się nagle, niemal intuicyjnie: czujemy się źle w towarzystwie osoby, która nic złego nie zrobiła, ale odbieramy ją jako chłodną lub osądzającą. A czasem wracają w podobnych sytuacjach — jakby ostrzegały przed czymś, co już raz nas zraniło.
W wielu przypadkach te emocje nie są wezwaniem do pracy nad sobą, tylko jasnym sygnałem, że ktoś przekroczył naszą granicę — fizyczną, emocjonalną, energetyczną, mentalną. To może być brak szacunku, presja, chaos, próby kontroli, narzucanie opinii, wywieranie wpływu. Coś się dzieje — a nasz system reaguje: „Nie zgadzam się na to.”
W takich przypadkach emocja nie wymaga głębokiej analizy, tylko działania. Nie trzeba zastanawiać się, czy „mamy to w sobie”, czy „to cień”, czy „to temat do przepracowania”. Wystarczy zauważyć, że coś w tej sytuacji wyraźnie nam nie odpowiada i zareagować adekwatnie. Postawić granicę. Wyrazić niezgodę. Odzyskać przestrzeń. Może czasem się wycofać.
Złość w takiej sytuacji to nie „problem do naprawy”. To zdrowy objaw kontaktu ze sobą. Czasem to po prostu informacja: „To nie jest dla mnie dobre.” I naprawdę nie trzeba jej tłumaczyć.
Jak to odróżnić w praktyce — lustro czy granica?
Nie zawsze da się to rozpoznać od razu, ale są sygnały, które pomagają się zorientować. W codziennym życiu warto nie tyle „szukać przyczyny”, ile nauczyć się zauważać, w jaki sposób emocja się pojawia i jak na nas działa. To wystarczy, by z czasem zacząć odróżniać jedną dynamikę od drugiej.
Emocja jako lustro zwykle:
pojawia się w wielu różnych sytuacjach — jakby coś nas regularnie uderzało w ten sam wewnętrzny punkt;
dotyczy nie jednej konkretnej osoby, ale pewnego typu ludzi — np. wszystkich, którzy się chwalą, mówią głośno, są zbyt swobodni albo bardzo dokładni;
wywołuje silną, czasem przesadną reakcję — np. drażni nas coś małego, nieistotnego, a my reagujemy wewnętrzną złością, wstydem, niechęcią;
budzi napięcie, niepokój, trudne do określenia uczucia — może pojawić się natłok myśli, zacisk w ciele, poczucie zagrożenia, mimo że sytuacja jest neutralna;
często jest połączona z myślą: „Nie wiem, czemu mnie to tak rusza.” — i wtedy warto się zatrzymać.
To może być zaproszenie, by przyjrzeć się temu, co ukryte. Coś, co było wyparte, zawstydzone, niezintegrowane, może się właśnie dopomina o uznanie. W takim kontekście emocja działa jak lustro — i rzeczywiście pokazuje coś o nas. Ale nie robi tego po to, by nas zalać winą, tylko po to, by przywrócić kontakt ze sobą.
Emocja jako granica:
jest adekwatna do sytuacji — pojawia się, gdy ktoś faktycznie zrobił lub powiedział coś, co narusza nasze granice;
przynosi jasność: „Nie zgadzam się na to.” — często od razu, bez wątpliwości czy wewnętrznego chaosu;
może być intensywna, ale nie powoduje poczucia winy — raczej wzmacnia naszą obecność i daje poczucie, że mamy prawo zadbać o siebie;
nie potrzebuje głębokiej analizy, tylko wyrażenia, decyzji, działania — czasem wystarczy powiedzieć „nie” albo zmienić temat.
Obie formy emocji są ważne. Obie są potrzebne. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy traktujemy każdą emocję jak lustro, a każdą reakcję jak problem do przepracowania. To prowadzi do przeciążenia. A czasem — do ignorowania realnych przekroczeń.
Co się dzieje, gdy wszystko traktujemy jako „nasz problem”?
Zbyt dosłowne traktowanie zdania „jeśli coś cię drażni, to masz to w sobie” może prowadzić do tego, że zaczynamy wątpić we własne odczucia. Uczymy się tłumić złość, podważać frustrację, szukać „lekcji” tam, gdzie wystarczyłaby reakcja. Zamiast stawiać granice, analizujemy. Zamiast zadbać o siebie, robimy wewnętrzne dochodzenie. I coraz trudniej nam uwierzyć, że mamy prawo się złościć, odmawiać, mówić „nie” bez tłumaczenia się.
W rezultacie możemy coraz częściej stawać się emocjonalnie niemi — coś czujemy, ale nie dajemy temu głosu. Coś nam nie pasuje, ale nie potrafimy się wycofać. Z czasem prowadzi to do zmęczenia, frustracji, a nawet psychosomatyki. Bo organizm nie zapomina — jeśli nie zareagujemy świadomie, on zareaguje za nas: napięciem, bezsennością, zmęczeniem, wypaleniem.
Takie podejście sprzyja też nadodpowiedzialności. Zaczynamy brać na siebie nie tylko swoje reakcje, ale też cudze zachowania. Zamiast zapytać: „Czy ta sytuacja jest dla mnie dobra?” — pytamy: „Co jest ze mną nie tak, skoro mnie to drażni?” W efekcie zamiast dbać o swój dobrostan sabotujemy go, udając, że „rozwijamy się duchowo”.
To nie jest rozwój. To jest samooszukiwanie się. I często powielanie starych wzorców, które uczą, że „czucie” to słabość, a „stawianie granic” to egoizm. A przecież to właśnie emocje są sygnałem, że w ogóle jesteśmy w kontakcie ze sobą.
Emocje są po coś
Złość nie jest problemem. Irytacja nie oznacza, że „coś jest nie tak”. Frustracja nie świadczy o braku pracy nad sobą. Wszystkie te emocje mają funkcję — pokazują, co dla nas ważne. Czasem chcą nas zatrzymać i zachęcić do spojrzenia głębiej. A czasem po prostu mówią: „Zobacz. To nie Twoje.”
Emocje są jedną z najstarszych form komunikacji organizmu ze światem. Zanim nauczymy się mówić, czujemy. I ten mechanizm wciąż działa — tylko czasem go ignorujemy, bo „nie wypada”, bo „trzeba być świadomym”, bo „lepiej nie dramatyzować”.
Ale dojrzałość nie polega na tym, że nic nas nie rusza. Irytacja, złość czy frustracja nie są oznaką braku rozwoju. Często są po prostu sygnałem, że coś w tej sytuacji jest dla nas niewłaściwe.
Emocje są po to, żebyśmy umieli rozpoznać, co nam służy, a co nie. Żebyśmy nie musieli wszystkiego tłumaczyć rozumem, tylko czuli, kiedy coś jest naprawdę nasze. I kiedy mamy prawo powiedzieć „nie”.
Podsumowanie
Nie każda emocja to lustro. Nie każda złość to cień. Nie każda irytacja mówi o naszych brakach. Czasem emocje pokazują to, co w nas niezintegrowane – ale równie często po prostu sygnalizują: „Coś jest nie tak”.
Masz prawo czuć. Masz prawo reagować. Masz prawo nie analizować każdej złości.
Rozwój nie polega na tym, że nic cię już nie dotyka. Rozwój polega na tym, że potrafisz rozpoznać, co cię dotyka i dlaczego – i wiesz, co z tym zrobić. Czasem wystarczy jedno zdanie: „To po prostu nie moje.”
Jak zaufać sobie – doświadczenie ważniejsze niż opinie. Przewodnik autorefleksji i świadomych decyzji. → pobrać darmowy PDF
Test online: Co kieruje Twoimi wyborami – własne odczucie czy cudze zdanie? → przejdź do testu

