Są zdania, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo sensowne. Często trafiamy na nie w książkach o rozwoju osobistym, w podcastach, na warsztatach czy w mediach społecznościowych. Jedno z nich brzmi:
„Jeśli coś cię drażni u innych, to znaczy, że masz to w sobie.”
To zdanie stało się popularnym sposobem tłumaczenia silnych reakcji emocjonalnych. Zakłada, że jeśli coś nas porusza, przyczyna nie leży w osobie czy sytuacji, ale w tym, czego sami u siebie nie akceptujemy. Czasem rzeczywiście może coś w tym być. Emocja może zwracać uwagę na coś, czego nie chcemy widzieć, co tłumimy albo czego sobie nie pozwalamy wyrażać. Takie spojrzenie bywa pomocne. Nie wyjaśnia jednak każdej reakcji.
Czasem takie podejście zaciemnia obraz i sprawia, że zaczynamy wątpić we własne emocje. Próbujemy analizować wszystko, co czujemy, zamiast najpierw przyjrzeć się temu, co rzeczywiście wydarzyło się w danej sytuacji. Szukamy przyczyny wyłącznie w sobie, choć czasem potrzebna jest po prostu granica. Nie każda emocja jest lustrem. Czasem reagujemy dlatego, że czyjeś zachowanie rzeczywiście nam nie odpowiada albo narusza coś dla nas ważnego.
Automatyczne przypisywanie każdej silnej emocji wyłącznie wewnętrznej przyczyny może też sprawić, że zaczynamy podważać własną reakcję. Pojawia się myśl: „Skoro coś mnie tak rusza, to pewnie problem jest we mnie.” W efekcie możemy tłumić złość, ignorować dyskomfort albo próbować zmieniać w sobie coś, co niekoniecznie wymaga zmiany.
Dlatego warto zostawić miejsce na obie możliwości: czasem nasza reakcja rzeczywiście mówi coś ważnego o nas, a czasem dotyczy tego, co dzieje się tu i teraz między nami a drugą osobą.
Projekcja, czyli co? Skąd się bierze to zdanie?
Przekonanie, że to, co szczególnie drażni nas u innych, może mieć związek z nami samymi, często łączy się z pojęciem projekcji. Jest to mechanizm obronny opisywany przede wszystkim w tradycji psychoanalitycznej i psychodynamicznej.
Projekcja polega na przypisywaniu innym własnych uczuć, impulsów albo cech, które trudno nam u siebie zauważyć lub zaakceptować. Może dotyczyć na przykład złości, wstydu, potrzeby bliskości, chęci dominowania, ambicji, lęku czy niepewności.
W ujęciu psychodynamicznym taki mechanizm może pomagać radzić sobie z wewnętrznym konfliktem. Jeśli pewne uczucia czy zachowania przez długi czas były dla nas nieakceptowalne, możemy mieć większą trudność z rozpoznawaniem ich u siebie. Jednocześnie możemy szczególnie łatwo zauważać podobne cechy u innych ludzi.
Może się tak zdarzyć zwłaszcza wtedy, gdy jakaś cecha była wcześniej zawstydzana, zakazywana albo uznawana za niewłaściwą. Spotkanie z nią u drugiej osoby może wtedy wywołać silniejszą reakcję, niż sami się spodziewamy — niechęć, drażliwość, osąd, napięcie czy lęk.
Przykłady
- Osoba, która sama nie daje sobie prawa do odpoczynku, może bardzo źle znosić cudzy spokój. Być może nie chodzi wyłącznie o „lenistwo” drugiej osoby, ale również o własne przekonania związane z odpoczynkiem, obowiązkami czy poczuciem winy.
- Ktoś, kto rzadko pozwala sobie wyrażać złość, może reagować napięciem, kiedy inni robią to swobodnie — zwłaszcza jeśli przez całe życie słyszał, że „złość to agresja”.
- Osoba, która wstydzi się potrzeby uznania, może czuć niechęć do osób pewnych siebie i głośnych, nawet jeśli ich zachowanie samo w sobie nie jest dla nikogo krzywdzące.
W takim sensie emocja może działać jak lustro i zwracać uwagę na coś, czego wcześniej u siebie nie zauważaliśmy. Projekcja jest jednak tylko jednym z możliwych wyjaśnień naszej reakcji.
Zachowanie drugiej osoby również ma znaczenie. Możemy reagować na brak szacunku, presję, nachalność, agresywny ton, próbę kontroli czy przekraczanie ustaleń. Możemy też reagować mocniej, ponieważ dana sytuacja przypomina wcześniejsze doświadczenia. Czasem kilka takich elementów działa jednocześnie.
Emocje nie zawsze są lustrem
Złość, niepokój, irytacja czy frustracja nie wynikają wyłącznie z naszych wewnętrznych konfliktów. Pojawiają się również w odpowiedzi na to, co dzieje się wokół nas, i mogą zwracać uwagę na sytuacje, które są dla nas trudne, nieprzyjemne albo przekraczają nasze granice.
Czasem reakcja jest dość łatwa do zrozumienia: złościmy się, bo ktoś był nieuprzejmy. Innym razem pojawia się szybciej, niż zdążymy ją wyjaśnić — czujemy się źle w czyimś towarzystwie, choć jeszcze nie potrafimy powiedzieć dlaczego. Bywa też, że podobne emocje wracają w sytuacjach przypominających wcześniejsze doświadczenia.
W wielu przypadkach można wskazać konkretne zachowanie, które wywołało reakcję: brak szacunku, presję, próby kontroli, narzucanie opinii, przekraczanie prywatności czy sposób rozmowy, na który nie chcemy się zgadzać.
W takiej sytuacji nie trzeba od razu zastanawiać się, czy „mamy to w sobie”, czy to „cień” albo „temat do przepracowania”. Najpierw warto sprawdzić, co właściwie się wydarzyło i czy nasze granice rzeczywiście zostały przekroczone.
Czasem odpowiedzią będzie rozmowa. Innym razem odmowa, wycofanie się albo jasne powiedzenie, że coś nam nie odpowiada.
Złość w takiej sytuacji nie musi oznaczać problemu, który trzeba w sobie naprawić. Może być adekwatną reakcją na to, co się wydarzyło.
Jak to odróżnić w praktyce — lustro czy granica?
Nie zawsze da się to rozpoznać od razu. Nie istnieje też prosta lista, która pozwala jednoznacznie stwierdzić, skąd pochodzi dana reakcja.
Można jednak zwrócić uwagę na kilka rzeczy.
Kiedy warto sprawdzić, czy reakcja dotyka czegoś naszego?
Warto przyjrzeć się własnym doświadczeniom i przekonaniom, gdy podobna reakcja:
pojawia się w wielu różnych sytuacjach, jakby regularnie coś trafiało w ten sam czuły punkt;
dotyczy nie jednej konkretnej osoby, ale pewnego typu ludzi — na przykład wszystkich, którzy się chwalą, mówią bardzo głośno, są wyjątkowo swobodni albo bardzo dokładni;
wydaje się znacznie silniejsza, niż sami się spodziewaliśmy;
pojawia się mimo tego, że trudno wskazać konkretne zachowanie drugiej osoby, które byłoby dla nas krzywdzące albo przekraczało ustalenia;
łączy się z myślą: „Nie wiem, dlaczego mnie to aż tak rusza.”
Wtedy rzeczywiście warto zatrzymać się przy własnej reakcji. Może mieć związek z wcześniejszymi doświadczeniami, przekonaniami albo z czymś, czego sami sobie nie pozwalamy robić czy czuć.
Nie oznacza to jednak automatycznie projekcji. To raczej jeden z tropów, który można sprawdzić.
Kiedy warto przyjrzeć się granicy?
Inaczej wygląda sytuacja, gdy jesteśmy w stanie wskazać konkretne zachowanie, które nam nie odpowiada.
Ktoś może mówić do nas w sposób lekceważący, naciskać mimo odmowy, próbować kontrolować nasze decyzje, naruszać prywatność, ignorować ustalenia albo regularnie przekraczać granice, które wcześniej jasno komunikowaliśmy.
Wtedy warto zapytać nie tylko „dlaczego mnie to tak rusza?”, ale również:
„Co dokładnie ta osoba zrobiła?”
„Czy zgadzam się na taki sposób traktowania?”
„Czy powiedziałem / powiedziałam wcześniej, gdzie jest moja granica?”
„Co chcę zrobić, jeśli ta sytuacja się powtórzy?”
Reakcja może być silna i nadal pozostawać zrozumiała w kontekście tego, co się wydarzyło. Może też pojawić się poczucie winy czy niepewność — szczególnie jeśli ktoś przez długi czas miał trudność ze stawianiem granic.
Dlatego samo natężenie emocji nie wystarcza, żeby rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia z projekcją, czy z reakcją na realne zachowanie drugiej osoby.
Czasem oba procesy mogą się też nakładać. Ktoś rzeczywiście przekracza naszą granicę, a jednocześnie sytuacja uruchamia wcześniejsze doświadczenia i dlatego reagujemy jeszcze mocniej.
Co się dzieje, gdy wszystko traktujemy jako „nasz problem”?
Zbyt dosłowne traktowanie zdania „jeśli coś cię drażni, to masz to w sobie” może prowadzić do tego, że zaczynamy podważać własne odczucia. Złość czy frustrację próbujemy natychmiast interpretować jako dowód, że coś jest z nami nie tak albo że mamy kolejny „temat do przepracowania”.
Możemy wtedy długo analizować własną reakcję, choć problem dotyczy konkretnej sytuacji albo zachowania drugiej osoby. Zamiast odmówić, zastanawiamy się, dlaczego odmowa jest dla nas trudna. Zamiast powiedzieć, że coś nam nie odpowiada, próbujemy znaleźć w sobie powód, dla którego w ogóle nam to przeszkadza.
Jeśli taki sposób funkcjonowania powtarza się przez długi czas, może wiązać się z napięciem, frustracją i zmęczeniem. Trudne sytuacje nadal się zdarzają, ale coraz trudniej zareagować na nie w sposób, który rzeczywiście coś zmienia.
Takie podejście może też sprzyjać nadmiernemu braniu odpowiedzialności za to, co robią inni. Zamiast zapytać:
„Czy ta sytuacja jest dla mnie w porządku?”
pytamy:
„Co jest ze mną nie tak, skoro mnie to drażni?”
Wtedy język rozwoju osobistego zaczyna paradoksalnie służyć do podważania własnych reakcji. Wszystko staje się kolejną „lekcją”, nawet jeśli czasem problem naprawdę znajduje się w sposobie, w jaki ktoś nas traktuje.
Emocje są po coś
Złość, irytacja czy frustracja same w sobie nie świadczą o braku rozwoju ani o tym, że coś jest z nami nie tak.
Emocje mogą zwracać uwagę na to, co jest dla nas ważne, co odbieramy jako zagrożenie, co przypomina wcześniejsze doświadczenia albo czego w danej sytuacji nie chcemy.
Nie zawsze od razu wiemy, dlaczego reagujemy właśnie w taki sposób. Czasem dopiero po chwili potrafimy połączyć emocję z konkretną sytuacją, potrzebą czy wspomnieniem.
Dojrzałość nie oznacza, że przestajemy się złościć, irytować czy frustrować. Ważniejsze jest to, co robimy z tymi reakcjami później: czy próbujemy je zrozumieć, czy potrafimy odróżnić własne doświadczenia od zachowania drugiej osoby i czy w razie potrzeby umiemy zareagować.
Nie każdą emocję trzeba długo analizować. Ale nie każdą warto też od razu uznać za dowód, że problem leży wyłącznie na zewnątrz.
Podsumowanie
Silna reakcja nie musi oznaczać projekcji. To, że czyjeś zachowanie nas drażni, nie jest dowodem na to, że sami mamy dokładnie tę samą cechę.
Czasem irytacja rzeczywiście może zwracać uwagę na własne przekonania, wcześniejsze doświadczenia albo potrzeby, których nie zauważaliśmy. Innym razem dotyczy konkretnego zachowania drugiej osoby, na które po prostu nie chcemy się zgadzać.
Dlatego zamiast od razu pytać „co mam w sobie, skoro mnie to drażni?”, lepiej najpierw przyjrzeć się samej sytuacji:
Co dokładnie się wydarzyło?
Co najbardziej mnie w tym poruszyło?
Czy podobnie reaguję również w innych sytuacjach?
Czy ktoś rzeczywiście przekroczył moją granicę?
Nie zawsze da się jednoznacznie powiedzieć, skąd bierze się dana reakcja. Najważniejsze jest to, żeby nie przypisywać jej automatycznie jednego znaczenia.
Jak zaufać sobie – doświadczenie ważniejsze niż opinie. Przewodnik autorefleksji i świadomych decyzji. → pobrać darmowy PDF
Test online: Co kieruje Twoimi wyborami – własne odczucie czy cudze zdanie? → przejdź do testu

